piątek, 16 stycznia 2026


 

Dyktatura gamoni (case study)

Zdarzyło mi się podróżować ostatnio w towarzystwie młodego człowieka. Młodego z mojej perspektywy, czyli Milenialsa. Takiego przed 40tką.

I wyjeżdża do mnie tekstem:

Polska lepiej by wyszła na trzymaniu się blisko Rosji niż tej Unii Europejskiej. Z Rosją zawsze był dobry handel a tymczasem ta Unia to o polskie interesy wcale nie dba i tylko na tym tracimy”.

Trafił w mój „dzień dobroci dla wszystkich stworzeń” i dlatego nie wyzwałem go od debili, ignorantów i nieuków, nie wytargałem za uszy i nie posłałem do diabła.

Wziąłem głęboki wdech i wyjechałem mu z wykładem na temat „przyjacielskich” kontaktów z Rosją (ZSRR) skupiając się tylko na okresie od 1945 roku.

Opowiedziałem w miarę spokojnie o zdemontowanych fabrykach, liniach kolejowych, mostach, wywiezionym węglu, zbożu, krowach i świniach.

- „Ach, wy (w domyśle dziadersi) potraficie tylko Rosją straszyć a za mojego życia handel z nimi przebiegał wzorowo”.

Zdążyłem mu jeszcze tylko opowiedzieć o niezliczonych embargach nakładanych przez Rosję na polskie owoce, warzywa, mięso, pod wydumanymi pretekstami pryszczycy czy innej zarazy, na tysiącach wydymanych rolników i plantatorów. O nieustannym straszeniu zakręceniem kurka z ropą i gazem.

Wzruszył tylko ramionami i stwierdził że ma prawo do własnego zdania, jest młody i nie musi wszystkiego wiedzieć, a tym bardziej we wszystko wierzyć.

Nie przekonałem go. Wysiadł w Skierniewicach krocząc przez peron z dumą własnej racji.

I wtedy przyszło mi do głowy, że ludzkość przekroczyła już punkt krytyczny rozwoju i dalej może się tylko staczać w niebyt. Nie piszę tu wyłącznie o lokalnych Milenialsach, ale o całej ludzkości z nielicznymi wyjątkami.

Dzieje się tak dlatego że ludzie zatracili żądzę poszerzania swojej wiedzy i umiejętności oddając się całkowicie we władanie technologii którą przecież można wyłączyć jednym kliknięciem.

I większość która zostanie pozbawiona ¾ swojej umysłowości (tej elektronicznej) wymrze w kilka miesięcy. Aby to udowodnić przytoczę wam kilka przykładów zaczynając od najstarszego.

Case 1

w roku 1975 ojciec przywiózł mi z zagranicy elektroniczny kalkulator. No cudo po prostu. Mieścił się w kieszeni i obliczał mi wszystko. Nie musiałem się uczyć tabliczki mnożenia ani podliczać „słupków”.

Przepełniony dumą zaniosłem to cudo do szkoły. Dzieciakom płonęły uszy z zazdrości a nauczycielka matematyki pobawiła się cacuszkiem przez pięć minut, potem je skonfiskowała, schowała do szuflady i na przerwie zrobiła mi wykład indywidualny.

- „Tak. Urządzenie jest sprytne i z pewnością przydatne. Można za jego pomocą wiele rzeczy usprawnić i przyspieszyć, ale ty uczysz się działań matematycznych po to aby sobie poradzić w sytuacji kiedy nie będziesz miał takiego przyrządu”.

Jej słowa przypomniałem sobie wiele lat później gdy prowadziłem rejs z młodszymi od siebie ludźmi i gdy jedyny znajdujący się na pokładzie kalkulator został przypadkowo rozdeptany na podłodze, tylko ja umiałem obliczać pozycję i prowadzić papierową nawigację.

Działo się to w czasach przed systemem GPS, gdy trzeba było znaleźć się na Ziemi za pomocą papierowych map, gwiazd, słońca, kartki i ołówka.

W przypadku globalnego konfliktu pierwszą rzeczą która zostanie zniszczona będzie światowa sieć GPS. Teraz żyje jeszcze kilku starszych oficerów którzy sobie bez GPS dadzą radę, ale za 100 lat całe bataliony będą się kręciły w kółko po zagajnikach nie wiedząc jak z nich wyjść.

Case 2

Jak już jesteśmy przy żeglarstwie, to pewnie wiecie że czasami uczę tej sztuki dzieciaczki. No, nie takie malutkie, ale takie w wieku 15-18 lat. Teoretycznie tacy powinni już coś rozumieć i nieco ogarniać. Nie do końca tak jest.

Trafiła kiedyś do mnie na jacht młoda dama i została poproszona o zrobienie herbaty.

- Gdzie jest czajnik?

- stoi przed tobą na kuchence.

I dziewczę wpatruje się krowim wzrokiem w dziwaczny przedmiot który nie ma ani kabla, ani wyłącznika, ani uchylnej klapki do nalewania wody. Stoi kompletnie rozbita bo widzi coś takiego po raz pierwszy w życiu.

- To jest analogowy czajnik. Gotuje się w nim wodę tak jak w garnku. Na kuchence.

WAŻNA UWAGA! Kuchenka nie ma iskrowego zapalnika. Należy więc najpierw zapalić zapałkę, lub zapalniczkę a dopiero potem odkręcić gaz. NIE ODWROTNIE, bo pierdolnie i opali ci grzywkę i te sztuczne rzęsy.

Z tym samym rejsem trafiłem na jedną z mazurskich wysp. I jak się towarzystwo wysypało z łódek to zdziwienie omal ich nie powaliło na ziemię.

- Tu nie ma zasięgu !!!

- Nie ma. I co z tego?

- ale ja chciałam wrzucić fotki na Insta, a ja umówiłam się na rozmowę z koleżanką, a jak się rodzice nie dodzwonią, to będą się martwili…

I cała gromadka rozbiegła się po wysepce, z wyciągniętymi w górę łapkami, jak czciciele słońca szukali chociaż jednej kreski zasięgu.

Więc gdyby to towarzystwo stanęło by w obliczu światowego (lub choćby lokalnego) blackoutu , to zostają odcięci od porad, tutoriali, instrukcji, przepisów.

Gdy z nimi ten temat poruszyłem, to zachichotali.

- A ja mam zawsze naładowany telefon i dwa powerbanki!

- No to możesz sobie nim poświecić aby w kupę nie wejść, bo blackout wyłączy stacje przekaźnikowe i BTSy i ani nie wejdziesz na TikToka, ani po pogotowie nie zadzwonisz.

Kilkoro z nich zainteresowało się tym, jak sobie poradzić? Jak rozpalić ogień, Jak przefiltrować i uzyskać z wody z jeziora taką zdatną do picia, co do jedzenia można znaleźć w lesie? Ale tylko kilkoro. Reszta się obraziła i poszła spać.

Case 3

Kierowałem kiedyś fabryką produkującą różne przedmioty z metalu.

Stanęliśmy przed koniecznością zatrudnienia nowego inżyniera odpowiedzialnego za dział obróbki skrawaniem.

Centrala zażyczyła sobie młodego, energicznego człowieka tuż po politechnice i któregoś dnia taki przede mną stanął. Oprowadziłem go po zakładzie i zatrzymaliśmy się przed jedną z maszyn.

- Co to jest?

- To jest mój drogi młody przyjacielu obrabiarka krzywkowa która wytwarza kluczowe elementy naszych produktów.

- Ale to jakiś złom!

- Owszem, nie jest młoda. Została zbudowana w USA w roku 1942, zrobiła kilkaset tysięcy elementów do bombowców B17 które wygrały wojnę. Teraz produkuje dla nas, jest niezawodna, niezniszczalna i precyzyjna jak jasna cholera.

- Aaaale, jak się ją obsługuje?

- Panie inżynierze. Niech pan nawet nie żartuje że nie miał pan na studiach do czynienia z obrabiarkami krzywkowymi.

- Mieliśmy to na wykładach, ale nigdy czegoś takiego nie obsługiwałem. Były tylko obrabiarki cyfrowe CNC i centra obróbcze sterowane komputerowo. Potrafię takie programować!

- To niech pan spojrzy. Tam przy drzwiach siedzi Pan Henio. Tak. Ten w kufajce i berecie z antenką. I jak pan go bardzo ładnie poprosi, to Pan Henio pana nauczy jak programować obrabiarkę krzywkową bez komputera a wyłącznie za pomocą prostego zestawu narzędzi i umiejętności liczenia od 1 do 12.

- dlaczego liczenia od 1 do 12?

- bo na wałek mieści się maksymalnie 12 krzywek i trzeba je zakładać po kolei. Jak się pan pomylisz, to rozwalisz pan zabytkową maszynę która jest dla zakładu bezcenna.


Młody długo w zakładzie nie popracował. Pan Henio nauczył go podstaw, ale pracownicy i tak robili go w konia usiłując wyłudzać nadgodziny. Z powodzeniem.

Czasami ucinaliśmy sobie pogawędki.

To było w czasie gdy na rynek wchodziły pierwsze elektryczne Tesle i młody był fanatycznym miłośnikiem elektrycznej motoryzacji.

- Ale wiesz pan panie inżynierze że w sytuacji kryzysowej to będziesz musiał pan taką Teslę zepchnąć do rowu i dalej popieprzać na piechotę.

- ???

- Bo gdy zabraknie prądu. Tak całkowicie zabraknie, czyli definitywnie staną elektrownie to Tesla będzie równie przydatna co kamień polny. A jak będziesz pan miał starego diesla, to wygrzebiesz pan ze śmieci jakąś bańkę, przelecisz się po okolicznych gospodarstwach i albo kupisz, albo wyprosisz, w ostateczności ukradniesz kilkanaście litrów oleju napędowego z traktorów i pojedziesz pan dalej.

Takie oto rozmowy wiódł dziaders stary i doświadczony z milenialsem aroganckim i pewnym siebie.


Jak więc wspomniałem na początku, ludzkość zaczyna się już toczyć ku swojej zagładzie. Jak dożyję do czasów gdy to wszystko pierdolnie, to usiądę przed domem w fotelu, będę chrupał rzodkiewki wyrosłe na zaadaptowanym na grządkę trawniku, użyźnione moim własnym gównem i będę patrzył jak większość społeczeństwa biega w amoku jak bezgłowe kurczaki.

Oczywiście wcale tak nie musiałoby być, ale jakiś czas temu psychologowie, pedagodzy, marketingowcy, ludzie od P-Ru, wreszcie politycy wmówili młodym ludziom:

Pier**lcie autorytety! To wy jesteście najważniejsi, To wy sami decydujecie o sobie, to wy poznajecie świat dzięki własnym doświadczeniom a te stare, nudne pierdasy niech się gonią ze swoimi radami.

Mnie to ani trochę nie przeszkadza. Będzie większy trawnik i więcej rzodkiewek dla mnie.


Mnie to ani trochę nie przeszkadza. Będzie większy trawnik i więcej rzodkiewek dla mnie.


 

W najnowszym sondażu Koalicja Obywatelska traci prawie 2 % w stosunku do poprzedniego badania.

I dziwne to nie jest, bo wydarzenia ostatnich dni wpłynęły na spadek poparcia.

Pal sześć ucieczkę Ziobry do Budapesztu. Zwiał szczur – trudno. Chociaż jakby się polskie służby postarały to by czekał na proces w areszcie.

Sąd już drugi raz nie może się zdecydować czy wydać nakaz aresztowania Ziobry. Trzeci raz też się nie zdecyduje. To pewne i obym się mylił. To jest prawdziwa kompromitacja, bo trzeciorzędny adwokacina z Ordo Iuris kręci sądem jak chce, sprytnie stosując kruczki proceduralne.

A Wysoki Sąd podwija ogon pod krzesło, bo się boi. Boi się posądzenia o stronniczość i brak obiektywizmu. Mecenas tupnął, to trybunał zatkało i musiał sprawę odroczyć aby sobie to przemyśleć.

Na całe szczęście (wiadomość sprzed godziny) nowo wylosowany sędzia Malinowski oddalił wnioski obrońcy Ziobry. Teraz piłka jest po drugiej stronie i trwa nerwowa gonitwa myśli jaki następny zapomniany zapis KPK wyciągnąć aby sprawie łeb ukręcić.

Brawo sędzia Łukasz Malinowski. Jeden z nielicznych odważnych.

Argumenty jakich użył mecenas Lewandowski w swoim wniosku o wyłączenie sędzi Prokopowicz są tak kuriozalne, że aż trudno uwierzyć że sąd wziął je pod uwagę. Ale wziął.

A tymczasem przez miedzę, w Sądzie Okręgowym sędzia Łubowski uchyla Europejski Nakaz Aresztowania dla Romanowskiego.

I się nie pierdzieli. Jest niezależny, taki miał kaprys i co mu zrobicie? Skutek prawny jest i tylko niezliczone rzesze komentatorów zastanawiają się jaki bies pana sędziego opętał?

Wstęp może nieco przydługi, ale ważny dla zrozumienia dalszej części.

Sun Tzu, ale również Clausewitz w swoich dziełach na temat teorii wojny podkreślali że aby zwyciężyć należ walczyć za pomocą takich samych, lub lepszych metod jakie stosuje przeciwnik. A polityka jest wojną i to wojną bezpardonową.

Sądzę że wszyscy politycy o tym wiedzą, chociaż niektórzy zachowują się tak jakby nie wiedzieli.

Jak patoprawica wystawia do bitwy armaty, czołgi i kulomioty, to Koalicja puszcza na to piechotę maszerującą w czworoboku z doboszami na czele.

A potem jest płacz, że tyle trupów leży.

Bo przecież nie możemy stosować takich samych metod jak oni ! „

No to nie wygramy, bo oni zastosują każdy świński fortel.

Czy sądzicie aby sędzia Schab lub Iwaniec dali się wykluczyć z jakiejś sprawy? Odrzuciliby wniosek, trzepnęli młotkiem w stół i wydali orzeczenie po jednym posiedzeniu.

Nie wzywam aby stosować pisowskie metody jeden do jednego. W końcu to my jesteśmy cywilizowani a nie oni. Ale wzywam do większej stanowczości. Do większej sprawczości, do podkręcenia tempa.

Bo słupki spadają.

W tej chwili poparcie Koalicji Obywatelskiej wynosi 30,9%. I raczej nigdy nie przekroczy 38%.

Dlaczego? A dlatego że tyle jest w tym kraju osób z wyższym wykształceniem, które w większości można zaliczyć do inteligencji. Piszę „w większości” bo wyższe wykształcenie o inteligencji nie świadczy, ale ok. statystycznie niech tak będzie.

Ta grupa jest w stanie zrozumieć czym kieruje się Koalicja Obywatelska w swoich działaniach. Rozumie potrzebę przestrzegania prawa i gry fair w polityce.

Ale te 38% wyborów nie wygra. A nawet jak wygra to nie osiągnie większości niezbędnej do uporządkowania prawa i odrzucania wet Batyra. Znowu będzie takie taplanie się w błotku jak teraz.

Cała reszta, te 62% na KO nie zagłosuje, bo po prostu nie rozumie argumentów rozwoju, postępu, bogacenia się, miłości i pojednania, poszanowania dla prawa i porządku.

Oni pójdą za szerokim frontem złożonym z nazioli, faszystów i patoprawicy.

To dziadostwo wskaże im wroga na którym będą mogli skupić swoją złość, frustrację i działaniami którego wytłumaczą sobie swoją mizerną pozycję społeczną.

I jeżeli chce się ich pozyskać, to trzeba się dostosować do ich wymagań i wskazać im wroga alternatywnego.

Przestać mówić o takim Ziobrze (to tylko przykład) że to „domniemany przywódca zorganizowanej grupy przestępczej”, a mówić wprost. ZŁODZIEJ! A co ukradł? Wasze pieniądze ukradł.

Ja na razie to oni uważają że Ziobro&Kolesie są tacy dobrzy bo rozdawali samochody dla strażaków i garnki dla Kółka Gospodyń.

Nikt z nich nie ogarnia skali przekrętów. Więc może skończyć z cholernym symetryzmem i „dziennikarskim obiektywizmem” i zacząć mówić w sposób zrozumiały dla prostego ludu.

Szczujnia Republika przerwała dzisiaj konferencję Donalda Tuska a Klarenbach powiedział „No dobrze. Dość już tych bredni”.

A w TVP i TVN „minuta dla posła z lewej i minuta dla posła z prawej”. „musimy wysłuchać każdej ze stron”.

A w zasadzie przy drzwiach, jak w filmie Barei powinna wisieć tablica ze zdjęciami i napisem „tych polityków nie obsługujemy”.

U konkurencji wisi, mogę się założyć.

Politycy KO. Skupcie się do cholery na pozyskiwaniu niezdecydowanych albo przynajmniej nie gubcie poparcia tych którzy już na was głosowali.

Więcej energii do cholery! I przestać pieprzyć o młynach co to powoli mielą.

Zamiast wzruszać ramionami i gadać że Romanowski z Ziobrą kiedyś tam w przyszłości nie unikną kary, ryczeć jak trąba że będą ścigani na lądzie, morzu i powietrzu i komandosi już po nich jadą.

Ach. Byłbym zapomniał. Mecenas Lewandowski może uznać to za nieuzasadnione nękanie, oczernianie prześladowanie polityczne. Ziobrze się stan zdrowia może pogorszyć, o czym powiedzą w TV Republika.

Przypominam, 38% wyborów może nie wygrać.



czwartek, 8 stycznia 2026


 

Druga dekada XXI wieku to czas w którym umarła demokracja.

Winston Churchill powiedział w czasie II Wojny Światowej takie słowa:

„Demokracja to najgorszy system, ale nie wymyślono niczego lepszego”.

Oraz później

demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu’’.

Powiedział to dlatego że to rzeczywiście bardzo trudna forma sprawowania władzy. Musisz się liczyć z każdym, każdy ma takie same prawa i nie możesz komuś powiedzieć aby po prostu się zamknął. To znaczy, powiedzieć możesz, ale zamknąć go już nie możesz.

I ta trudna forma rządów trwała sobie do lat dwudziestych obecnego wieku i właśnie umiera.

Polski premier Donald Tusk, rządzący demokratycznie 37 milionami osób ma o wiele trudniej niż dyktator Putin rządzący 144 milionami.

Tusk musi brać pod uwagę zdanie każdego Polaka, czyli 111 milionów poglądów, bo wiadomo że przeciętny Polak ma przynajmniej trzy odmienne zdania na każdy temat.

A taki Putin narzuca swój pogląd każdemu Rosjaninowi i wszyscy się z nim zgadzają bo mają wrodzony gen strachu.

Zgodnie z podstawową rosyjską zasadą wyboru: „Każdy kto jest ZA, może opuścić ręce i odejść od ściany”

Dlatego Putin sprawia że cała Rosja zmienia kierunek dryfu za pomocą jednego dekretu który podpisał przy śniadaniu, a Polska grzęźnie w niezliczonych naradach, posiedzeniach, konsultacjach, głosowaniach.

Demokracja amerykańska, która do niedawna mogłaby być wystawiana w Sevres pod Paryżem jako wzorzec demokracji umarła wraz z wyborem Trumpa na prezydenta.

Za pierwszej kadencji powoli podrzynał jej gardło, a widząc że nie ponosi za to żadnych konsekwencji za drugiej kadencji rozhulał dyktaturę na całego.

Nie zapominajmy o epizodzie ataku na Kapitol pomiędzy kadencjami.

Od czasu „Bostońskiego Parzenia Herbatki” w 1773 roku, był to pierwszy tak jawny atak na demokratycznie wybrane władze w USA, z tym że wówczas, podczas „Boston Tea Party” atak był nie na władze amerykańskie a na angielską administrację kolonialną która raczej demokratyczna nie była. To wydarzenie było podwaliną pod powstanie demokratycznych Stanów Zjednoczonych Ameryki.

A co się stało po ataku na Kapitol w roku 2021?

Demokratyczny prezydent Dziadzio Suwak Joe Biden wezwał dzikusów szturmujących amerykański parlament do „uszanowania tradycji demokratycznych”

kilka osób podało się do dymisji. Wydarzenie uznano za zachowanie przestępcze, wszczęto śledztwo, przejrzano 15 tysięcy nagrań wideo i sporządzono tysiące tomów akt.

Sądy skazały 1500 osób które Trump Ułaskawił w pierwszym dniu swojej drugiej prezydentury a pięciu największych prowodyrów żąda teraz od USA odszkodowania za pozbawienie wolności.

Demokracja – jej mać!

A gdyby Dziadzio Suwak Biden nie był patologicznym demokratą, to cała ta czereda wraz z Człowiekiem Bizonem i oczywiście Trumpem pierdziałaby w pasiaki w jakimś Sing Singu przez długie lata i Trump by mógł zostać co najwyżej wybrany na brygadzistę więziennej pralni.

Tak więc demokracja nam się zużyła i wchodzimy w epokę dyktatur.

Dyktatorzy pączkują nam jak bąble na gnojówce.

Kimowie w Korei, Łukaszenka, Putin, Orban, Trump, Maduro, Castro, teraz na dyktatorkę wybija się Meloni we Włoszech i jeszcze dziesiątki innych wliczając w to afrykańskich kacyków.

I co my biedni zjadacze demokratycznego chleba możemy z tym zrobić? Przecież nie zrobimy światowej rewolucji w obronie demokracji, bo nam to zajmie jakieś dwa tysiące lat dyskusji, sporów, konsultacji, rozmów i głosowań.

Musimy to zaakceptować.

Zanim mnie zatłuczecie (po uprzednim głosowaniu w tej sprawie) przeczytajcie do końca, bo to ważne.

Dyktatura niejedno ma oblicze.

W Imperium Rzymskim które podobnie do dzisiejszego świata przeszło od demokracji do dyktatury w 27 roku p.n.e. rządzili różni cesarze.

Byli wariaci, mordodzierżcy, despoci, a byli też tacy którzy dbali o rozwój Cesarstwa i jego mieszkańców.

Podobnie było w okresie europejskich królestw. Byli dobrzy i źli królowie.

Tak więc dyktatura może mieć dobre i złe oblicza. Może przybierać formę krwawego zamordyzmu jak i łagodnego przywództwa na pograniczu demokracji.

Ważne abyśmy popierali formy łagodne i nie dawali się uwieść na totalitaryzm.

Wspomniany już wcześniej pomarańczowy orangutan Trump uwiódł Amerykanów obiecując przywrócenie Ameryce imperialnej wielkości.

Jeżeli ktoś głosi, że samodzielnie uczyni lub z jego inspiracji stanie się nagle coś wielkiego i spektakularnego i będzie powodem do dumy – to znaczy że jest kłamcą albo wariatem.

Sam to on może posadzić tylko wielką kupę, która niewątpliwie może stanowić obiekt dumy jej twórcy, świadczyć o wysiłku i determinacji.

Im bardziej mizerny dyktatorzyna, tym większe rzeczy obiecuje. Sami się o tym przekonaliście przez rządy Kaczyńskiego który do pozycji dyktatora aspirował, ale był za niski aby pokonać poprzeczkę.

Przez osiem lat dążył do prawdy, gonił króliczka i już miał go złapać gdy ten mu kicał dalej. W końcu owa „prawda” sfilcowała się jak zakopiańskie skarpety i przestała kogokolwiek interesować.

Więc jak Trump obiecywał uczynienie Ameryki z powrotem wielką to z założenia łgał jak Goebbels i każdy przeciętnie rozgarnięty człowiek to łgarstwo był w stanie rozpoznać.

Gdy Ameryka (USA) była wielka, to nie za przyczyną jakiegokolwiek polityka, a za sprawą połączenia dobrej koniunktury oraz kreatywności i zaradności jej mieszkańców (zwykłych Amerykanów) wymuszonej udziałem w II Wojnie Światowej.

To wtedy Amerykanie wymyślili bombę atomową, ale również prefabrykację, jeepy, obieraczki do kartofli i loty na księżyc.

Nie. Roosevelt tego nie wymyślił. To wymyślił Johny z Kentucky wraz z milionami jemu podobnych.

W przypadku takich drobnych rzeczy jak bomba atomowa czy rakiety kosmiczne – wymyślili je imigranci z Europy, ale Amerykanie też mieli swój udział bo parzyli im kawę.

Trump obiecał Amerykanom przywrócenie Eldorado jednoosobowo i oni w to uwierzyli bo zbyt lotni nie są.

Zrobili co w ich mocy dla urzeczywistnienia tej wizji, wstali z kanap przed telewizorami i na niego zagłosowali. Teraz czekają na obiecaną mannę z nieba, ale prędzej doczekają się wojny i zapaści gospodarczej.


Czy w dyktaturze da się żyć?

Oczywiście. Najlepszym przykładem jest tutaj Rosja która w CAŁEJ swojej historii od Iwana Groźnego do dzisiaj miała zaledwie kilkanaście lat demokracji. Na początku XX wieku i troszeczkę za Jelcyna. Cała reszta to dyktatura bez względu czy cara, czy proletariatu.

Rosyjski naród jakoś to przetrwał, chociaż spora jego część wmarzła na stałe w lody Syberi, lub skończyła w masowych grobach z kulką w głowie.

Przyjęli to ze stoickim spokojem, bo taka była wola cara, genseka, prezydenta czy jak tam go zwać.

Przeciętnemu Rosjaninowi nie mieści się w głowie, że może on mieć trzy rozbieżne poglądy na jedną sprawę. Myśli jak mu każą i jest dobrze tak długo jak kartofle w beczce fermentują.

Podsumowując i idąc do puenty.

Dyktatura zaczyna kiełkować w momencie gdy jakaś siła polityczna wyłania z siebie wyraźnego lidera. Potem gdy ta siła zdobywa władzę, to lider naturalnie wysuwa się na pierwszoplanową postać w państwie. I wtedy ma dwie drogi. Albo dotrwa do wyborów które być może przegra i będzie musiał z podkulonym ogonem wrócić w cień, albo zacznie przekształcać swoje rządy w lekki, delikatny autorytaryzm który może nie zlikwiduje, ale nieco przytłumi mechanizmy demokratyczne dla utrzymania w kraju porządku, przyspieszenia reform i zapewnienia rozwoju.

Czego i sobie i Panu Premierowi Donaldowi Tuskowi serdecznie życzę.




środa, 7 stycznia 2026


 

W amerykańskim Minneapolis agenci ICE zastrzelili młodą kobietę, można śmiało powiedzieć że zastrzelili z zimną krwią.

Funkcjonariusze Immigration Office byli w USA od czasów Wyspy Ellis, a może i wcześniejszych.

To ich spotykaliście na lotnisku zaraz po wyjściu z samolotu. To od ich subiektywnej oceny zależało czy cię do Ameryki wpuszczą, czy nie (mimo posiadania ważnej wizy). Jak im twój pysk do gustu nie przypadł, to mogli cię zawrócić.

Ale najczęściej z kwaśną miną mówili „Welcome to the United States”.

Ich wygląd mógł nas Europejczyków nieco szokować, bo nie byliśmy przyzwyczajenie aby pogranicznicy na lotniskach łazili z wielkim „gnatem” przy pasku, ale nie słyszałem aby kiedykolwiek z tych „gnatów” strzelali.

Najczęściej byli sobie bo byli.

Czasami, gdy w jakimś mieście, w imigranckiej dzielnicy robiła się rozpierducha, To agenci Immigration wraz z policją i FBI robili obławę, wyłapywali ze 20 nierozgarniętych którzy nie schowali się w jakiejś dziurze i odsyłali i do krajów z których przybyli.

Ale działo się to rzadko, bo nie chciało im się wyłazić ze swoich zakurzonych biur. Z pewnością nie grzeszyli nadgorliwością.

Znam Stany Zjednoczone dość dobrze. To znaczy, raczej znałem. Byłem tam za czasów Clintona, czyli w połowie lat 90. Wtedy to był jeszcze cywilizowany kraj, chociaż już widać było początki rozkładu. Byłem legalnie, na studenckiej wizie jako stypendysta rządu Stanów Zjednoczonych.

Obowiązywały wówczas pewne schematy zachowań w relacji władza-obywatel, obywatel-władza.

Niektóre z nich zostały potem wprowadzone w Polsce i innych krajach europejskich i są dla nas dzisiaj zupełnie normalne, ale ktoś nieobeznany mógł się mocno zdziwić.

Tak jak mój znajomy który w banku przekroczył magiczną żółtą linię i polskim zwyczajem uwalił się na plecach jakiegoś gościa przy okienku cały szczęśliwy że jest drugi w kolejce.

Po kilku sekundach leżał gębą na posadzce a dwóch byków ochroniarzy spinało mu ręce kajdankami.

Organizator mojej edukacji w USA wyposażył mnie w poradnik jak się zachowywać aby nie narobić sobie kłopotów. Oprócz tego zrobił mi jeszcze szkolenie po przyjeździe.

Wspomniane wcześniej schematy odpowiednich zachowań obowiązywały obie strony Zarówno obywatela, jak i „władzę”.

I tak. W przypadku zatrzymania kierowcy w samochodzie na drodze trzeba było siedzieć za kierownicą trzymając na niej obie ręce.

Policja też nie mogła cię zatrzymać „bo taki miała kaprys”, tylko musiała ci przedstawić powód zatrzymania. Jeżeli takowego nie było, albo był fałszywy – miałeś prawo ich zaskarżyć.

Policjant podchodził do ciebie i zezwalał na otwarcie szyby. Dalej prosił cię o dokumenty, wypytywał o różne rzeczy i tak dalej (znacie to z filmów), czasami żądał abyś wysiadł.

Ale NIE MIAŁ PRAWA samemu otwierać drzwi twojego pojazdu. Mógł tego zażądać, ale sam tego nie robił. Podobnie z przeszukaniem samochodu. Mógł cię poprosić o otwarcie bagażnika. Gdyby otworzył go sam, to by było nielegalne przeszukanie bez nakazu.

Oczywiście mogłeś się nie zgodzić na przeszukanie, wtedy cię aresztował i jakiś dyżurny prokurator wystawiał nakaz przeszukania.

Dla świętego spokoju wszyscy dobrowolnie bagażniki otwierali o ile nie mieli tam niczego zakazanego, na przykład trupa.

Gdy policjant, agent FBI, DEA, Immigration czy innych służb zachowywał się niezgodnie z procedurą, to tak jak u nas miałeś prawo odjechać z obowiązkiem udania się na najbliższy posterunek policji.

Oczywiście będą cię ścigali, ale jak zobaczą że stajesz przed komisariatem, to odpuszczą.

Jak będziesz im uciekał i uznają że robisz to celowo, to mogą staranować twój pojazd, wypchnąć cię do rowu, zatrzymać w inny sposób.

Ale użycie broni było ostatecznością. A jak już jej używali, to strzelali najpierw w pojazd, tak aby go unieruchomić.


Tej kobiecie z Minneapolis bandzior strzelił dwa razy w głowę przez otwarte okno z odległości metra. To jest morderstwo. Nie zabójstwo a morderstwo, bo strzelał po to aby zabić. Jak chciał ją zatrzymać to mógł strzelić we wrażliwą część samochodu. Świetnie wiedzą gdzie. A z odległości metra do samochodu trafi nawet ślepy paralityk.

Sprawa jest oczywista.

Ale jakaś pinda z administracji Trumpa powiedziała że kobieta celowo użyła samochodu jako broni.

Idąc tym tokiem rozumowania to zarówno zamordowana, jak i ta nierozgarnięta komentatorka mają przy sobie więcej śmiercionośnych przedmiotów.

Pilnik do paznokci, klucze do mieszkania, dezodorant, buty na obcasie, nawet rajstopy z których przecież można zrobić garottę. Że nie wspomnę o biustonoszu użytym jako proca do miotania kamieni.

Można by pomyśleć – kretynka. Przygłupia jak większość członków administracji Trumpa.

Ale sam jej szef, Prezydent USA Donald Trump napisał w mediach społecznościowych:

"Właśnie obejrzałem nagranie z wydarzenia, które miało miejsce w Minneapolis w stanie Minnesota. To straszny widok. Krzycząca kobieta była oczywiście zawodową prowokatorką, a kobieta prowadząca samochód zachowywała się bardzo agresywnie, utrudniając pracę funkcjonariuszom i stawiając opór, a następnie brutalnie, umyślnie i złośliwie przejechała funkcjonariusza ICE, który najprawdopodobniej strzelił do niej w obronie własnej. Na podstawie załączonego nagrania trudno uwierzyć, że funkcjonariusz żyje, ale obecnie dochodzi do siebie w szpitalu. Sytuacja jest obecnie badana w pełnym zakresie, ale przyczyną tych incydentów jest fakt, że radykalna lewica codziennie grozi, atakuje i obraża naszych funkcjonariuszy organów ścigania oraz agentów ICE. Oni po prostu starają się wykonywać swoją pracę, aby zapewnić bezpieczeństwo Ameryce. Musimy stanąć w obronie naszych funkcjonariuszy organów ścigania przed tym radykalnym lewicowym ruchem przemocy i nienawiści!"

Qrwa! Jakbym słyszał stalinowskiego politruka usprawiedliwiającego sołdata który zgwałcił obrabował i zamordował staruszkę.

To nagranie widział cały świat. Tego się nie da w żaden sposób usprawiedliwić.

Funkcjonariusz ICE wykonywał swoją pracę? Tak wygląda praca ICE?

Oni są jak hitlerowskie Einsatzkommando SS.

Buszują po całym kraju, mają nieograniczone uprawnienia. Mogą każdego aresztować, pobić, zastrzelić. Czym się do cholery różnią od irańskich Strażników Rewolucji Islamskiej?

Walczą z terroryzmem? Sami terroryzują Amerykę.

Trump rozpętując antyimigrancką nagonkę spuścił to dziadostwo ICE z łańcucha. A to już nie jest ta łagodna Immigration z lotniska. To bezwzględna i brutalna żandarmeria.

Amerykanie, którzy jak powszechnie wiadomo nie tryskają gejzerami inteligencji wybrali na prezydenta Donalda Trumpa z jego antyimigrancką histerią.

W całym kraju trwają polowania na imigrantów, tak jak w XIX wieku na Indian.

I wielkie zdziwienie że już nie ma Rodrigo ani Manueli i sami muszą sobie kosić trawniki, czyścić baseny i przetykać sracze.

Uczyniliście Amerykę znowu wielką. Wielką porażką demokracji.


poniedziałek, 5 stycznia 2026


 

Znalazłem ten wycinek prasowy w grupie „Wycinki z polskiej prasy przedwojennej” na Facebooku i początkowo podejrzewałem że może być dziełem AI. Ale po głębszym przejrzeniu źródeł okazał się być prawdziwy.


Możecie się zastanawiać dlaczego po raz kolejny wyciągam temat który był podgrzewany od przynajmniej 20 lat.


Nie chodzi mi o ponowną analizę wydarzeń w Jedwabnem. Opisano to w wielu książkach i niezliczonych artykułach prasowych. Wszyscy mniej więcej wiecie co się działo w Jedwabnem 10 lipca 1941.

Czytając załączony wycinek prasowy, możecie sobie również wyobrazić co się tam działo wcześniej. Przez całą drugą połowę lat trzydziestych XX wieku, kiedy nie było tam Niemców.


Mówiono Wam o tym w szkole?


Oj, chyba nie.


I właśnie o tym chcę dzisiaj napisać. O parawanach hipokryzji którymi zasłaniano rzeczywiste wydarzenia. Aby je ukryć, wymazać, doprowadzić do zapomnienia.


Polska była jedynym krajem w Europie w którym Żydzi cieszyli się pełnią praw”, „Polska przyjęła Żydów wypędzanych z innych krajów Europy’ „Statut kaliski”, „Polacy nie są antysemitami”, „Polacy nigdy nie kolaborowali z hitlerowskim okupantem” i tym podobne.


Przez dziesięciolecia ta „wersja” historii była obowiązująca i dla wielu jest obowiązująca nadal.


Każdy który ją podważał „nie był godny miana Polaka”. Dlatego żyjemy nadal zasłonięci tymi parawanami.


Pół świata jest przekonane o tym że Polacy byli antysemitami od zawsze, sam to słyszałem od amerykańskich Żydów, ale my Polacy strzelamy focha gdy ktoś o tym wspomina i nawet żeby nas kroili na kawałki tępym nożem to się do antysemityzmu nie przyznamy.


7 grudnia 1970 Kanclerz Niemiec Willy Brandt ukląkł przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, oddając hołd pomordowanym. Nie ma chyba bardziej oczywistego wyrażenia pokory i skruchy za Holokaust. Zrobił to w imieniu Narodu Niemieckiego, bo przecież nie we własnym. Od 1933 roku aż do końca wojny Brandt był na emigracji w Norwegii i Szwecji więc osobiście nie miał nic wspólnego z Zagładą.


Nikt nie wątpi w to że Holokaust to niemieckie dzieło. Nie oni wprawdzie wymyślili antysemityzm, ale oni rozwinęli go w planowe, przemysłowe ludobójstwo.


Obozy koncentracyjne i obozy zagłady były niemieckie i tylko niemieckie. Z tym się nie dyskutuje.


Ale na obrzeżach niemieckiego Holokaustu powstawały takie niewielkie Holokausty lokalne. Nie tylko w Jedwabnem, ale też w Szczuczynie, Radziłowie, Kolnie, jak również we Lwowie i Kownie.


Zarówno Polacy, Litwini, Ukraińcy, zgodnie nabrali wody w usta w tej sprawie.


A może nadszedł czas na posypanie głowy popiołem, przyznanie się, ukorzenie, przeproszenie? To naprawdę wyzwala od zamkniętych w szafie demonów przeszłości.


Gest Willego Brandta w Warszawie spowodował że Niemcy mogli się otrząsnąć z duszącej ich traumy Holocaustu.

Tak, tacy byliśmy. Tacy byli nasi ojcowie. Teraz już jesteśmy zupełnie inni i zrobimy wszystko aby to się nie powtórzyło”


W połowie lat osiemdziesiątych przyjechała do polski moja żydowska znajoma wraz z narzeczonym, Niemcem.

Ponieważ był on bardzo poważnym kandydatem na męża, to postanowiła zrobić mu „wycieczkę edukacyjną” i przewlokła go przez wszystkie miejsca zagłady dostępne w Polsce. Auschwitz, Majdanek, Treblinka, Chełmno, Stutthof.

Gdy przyjechali do mojego warszawskiego wówczas mieszkania, facet wyglądał jak zbity pies.

Był gotowy iść do ambasady RFN i rzucić konsulowi w twarz swój niemiecki paszport.

Trochę czasu i sporo wina poświęciliśmy na odwiedzenie go od tego pomysłu i wytłumaczenie że należy do pokolenia współczesności i przyszłości. Że Niemcy, również przez gest Brandta, wyzwoliły się z mrocznych cieni Holokaustu i mogą skupić się na tym co tu i teraz.


Może jest to szansa dla Karola Nawrockiego? Może wtedy zapisze się w pozytywny sposób na kartach podręczników historii? Może warto z tego skorzystać?


W 2001 roku Prezydent Aleksander Kwaśniewski wspomniał o udziale Polaków w mordzie w Jedwabnem.

Przemówienie było dość ogólnikowe, ale i tak spotkało się z zajadłą krytyką, nawet z demonstracjami środowisk nacjonalistycznych.

Ale Aleksander Kwaśniewski dla polskich nacjonalistów nie był żadnym autorytetem.


Co innego pan Nawrocki. Jego słuchają, jego szanują z nim się liczą.

Więc może panie Nawrocki znalazł by pan chwilę czasu, pojechał w lipcu do Jedwabnego i położył kamień na pomniku-mogile?


Może byś pan tym zyskał uznanie wśród Polaków spoza stadionów i leśnych ustawek?

środa, 31 grudnia 2025

 


W mieszkaniu obok, albo dwa mieszkania dalej, albo gdzieś na Twoim osiedlu siedzi dziewczyna z dzieckiem. Jej mąż, albo chłopak (nie ważne) jest gdzieś w okopie pod Ługańskiem. Dochodzi północ, przełom roku. On myśli o niej a ona o nim.


Nie przyjechała tu bo chciała. Nie przyjechała tu bo jej się to opłacalo.

To troskliwy mąż lub chłopak wsadził ją w swój samochód, pocałował na do widzenia i przepchnął przez granicę ze słowami: „kiedyś się zobaczymy”.


Ona nie chce tu być. Nie chce sprzątać polskich mieszkań. Nie chce narażać się na pogardę i wulgarność. Ona tu to robi, bo musi. Bo nic nie jest warty jej dyplom z pedagogiki zrobiony na uniwersytecie w Kijowie.


Ona po całym dniu w pracy, po wyszorowaniu 10 polskich mieszkań ze 100 polskich rzygów i 200 smarków rozmazanych na ścianie – słyszy w Biedronce :


- „Wypierdalaj banderowska ździro”.


Ona urodziła się w roku 1986. ten który to do niej powiedział w 1989. Co oni oboje wiedzą o Banderze, o Wołyniu o motywach, o kontekście historycznym, o odwetach, o spalonych, o zarżniętych kosą…


To jest poza nimi. Ona żyje drżącą obawą o życie swojego męża/partnera który akurat w tej chwili ogląda zawilgotniałe zdjęcie jej i ich dziecka.

On nie siedzi w tym okopie dla Bandery. Nie siedzi dla OUN, nie siedzi dla dominacji Ukrainy nad Światem.


On tam siedzi dlatego aby Ukraina była wolnym krajem. Aby Ukraina była członkiem Unii Europejskiej tak jak Polska czy Niemcy. Aby Ukraina miała nowoczesne drogi, nowoczesny przemysł, nowe, piekne mieszkania. Aby Ukraińcy żyli jako wolni ludzie wśród przyjaznych narodów europejskiej wspólnoty. Abyś ty zasrańcu mógł pojechać nad Don i wygrzewać dupę ma plaży. Aby oni mogli zobaczyć Paryż, Madryt i nawet zasrany Białystok.


Ale osiedlowy Seba, zbyt tchórzliwy aby przeciwstawić się troglodytom drużyny przeciwnej skoczy na tą dziewczynę, żby pokazać ze je4st mężny i nie boi się pcheł które załapał od kota sąsiadki.


Obca, wredna, banderówa, kradnie polakom pracę i zarobki. W dodatku ma samochód i nim jeździ.


Seba, obsrańcu i wypierdku. Jaką ona pracę tobie kradnie? Chciałbyś na jej miejscu zmywać zasrane sedesy swoich kamratów? Chciałbyś wyciągać kłaki ich dziewczyn z sitek prysznicowych? Chciałbyś czyścić mopem zadeptane podłogi swoich patriotycznych kompanów?


Ona to robi. Dostaje gówniane pieniądze na które ty byś nawet nie spojrzał. Dzięki niej twój kompan narodowiec wali swoją brunatną kupę w lśniąco biały sedes.

A ona przyjdzie jutro i sprzątnie to co mu z dupy na deskę upadło.


Mówisz że Ukraińcy kradną ci twoją ojczyznę. Czy to naprawdę jest twoja ojczyzna? Te osrane kible w mieszkaniach narodowców stojących wyżej w społecznej hierachii?



Mamy ich wokół siebie. Rozejrzyjcie się. Mieszkają obok. Czasami są głośni, częściej cisi. Czasami się bawią jak wszyscy ludzie. Tak! Bawią się a nie żebrzą w łachmanach o bułkę, bo mają swoją godność i nie błagają o litość jeżeli naprawdę jej nie potrzebują.


Pracują tak samo jak ty, a nawet pilniej, bardziej skrupulatnie, z większym zaangażowaniem. Dlaczego?

A dlatego że im zależy. Że chcą zarobić. Dla siebie, dla swoich dzieci i dla rodziców którzy zostali we wsi pod Bahmutem.

Ty masz to w dupie. Zapłacą, to zapłacą, nie zapłacą, to się obrazisz. Byle byś miał na blanta i ćwiartkę z Kapselka.


Masz sąsiada z Ukrainy, sąsiadkę z dzieckiem, rodzinę?

Weź ciasto, zapukaj do nich. Powiedz że chcesz z nimi spędzić niwy rok. W przyjaźni, zrozumieniu i tolerancji.


Bo tego Wołynia, to ani oni ani ty już nie pamiętacie.


Wołyń żyje tylko w pamięci tych którzy na zlecenie Moskwy podżegają do nienawiści.


Idź do sąsiadów. Pokaż im że jesteś człowiekiem a nie szowinistycznym bydlakiem.


poniedziałek, 29 grudnia 2025


 

Polały się łzy me czyste, perliste

Na siwą głowę Jarosława K


To żart oczywiście. Nic mi się nie polało.

Ale wielu się polało i to nawet dziennikarzom z mainstreamowych „demokratycznych” mediów, że o szarakach z Facebooka nie wspomnę.


Chodzi o zachód naszego nowogrodzkiego słoneczka i o to że młode wilki zagryzają powoli tego starego basiora.


Młode wilki a raczej jeden młody wilk vide Karol Nawrocki.

Pełno w przestrzeni biadolenia jak to Jarosław Kaczyński traci władzę nad swoją partią, traci wpływy a Nawrocki wybija się na nowego lidera prawicy.


I jak on, ten nasz biedny Jarosław to przeżyje, czy mu serduszko z żalu nie pęknie


Nic bardziej mylnego. Kaczyński ma się świetnie bo to on cała hucpę z tym Nawrockim wymyślił.

Przegrane wybory 2023 i wybicie szamba z aferami pokazały mu wyraźnie że już czas na „zjazd do zajezdni”, czyli osiągnięcie wymarzonego statusu EMERYTOWANEGO zbawcy narodu. Bredzi już coraz bardziej, nowych tłumów nie porywa a grono starych wyznawców kurczy mu się coraz bardziej. Świeć Panie nad ich grzesznymi duszami.


Psy już się gryzą o przywództwo w kojcu. Morawiecki z Czarnkiem, Kurski z nimi obydwoma. Wszystko to może potoczyć się w niewiadomym kierunku, niekoniecznie zgodnym z oczekiwaniami Jarosława.

Więc wsadził on w to zamieszanie swojego konia trojańskiego pod postacią

Nawrockiego Karola, syna Ryszarda


Psy się gryzą dalej, bo w swym zapamiętaniu nie widzą że wszystko jest już pozamiatane i załatwione. Role rozdzielone a Karolek namaszczony na następcę.


Karol, człowiek znikąd” . Kto z Was słyszał wcześniej o Nawrockim? Ani go w Sejmie nie było, ani przy głównym korycie. Żerował sobie na uboczu jako dyrektor Muzeum II WŚ, a potem jako prezes IPN. Kto z nas na Pana miłosiernego wiedział kto to prezes IPN?

Jak ktoś zwiedzał Muzeum II WŚ, to zadawał sobie trud dowiedzenia się kto tam sprzątaczkami zarządza?

Ani go nie było u Rymanowskiego, ani u Olejnikowej. Może u Rydzyka gdzieś w chórkach śpiewał, ale na pierwszych stronach go nie było.

Jednym słowem – cichociemny. I nagle BĘC! Królik z cylindra!


Co sobie Kaczyński załatwił tym ruchem?


Otóż. Jak wyżej wspomniałem naturalny elektorat mu wymiera, albo się obzdyczył za złodziejstwo swojej „elyty”, albo przewrócił się w lewą stronę. Młodzież się do PiSu nie garnie. Nieciekawie to rokuje na przyszłość.


Przecież gdyby Kaczyński zaczął nagle „hailować” żeby przyciągnąć naziolską młodzież, to wszyscy by się w głowę pukali w zdumieniu że dziadziowi już całkowicie się w baniaku pomieszało.


Co innego taki Nawrocki.

Stosowną prezencję gangstera ma. W barach szeroki, w dupie wąski, chociaż pomorski a nie śląski..

Ma kumpli z dzielni, a kumple mają swoich kumpli. Za takim Nawrockim to i konfiarze pobiegną i brauniarze. Nawet jaszczury kamrackie w rogatywkach zagrzmocą po bruku oficerkami.


Tylko taki jest w stanie odmłodzić zasuszone szeregi PiSu.

I jak padnie zarzut że PIS stał się bardziej nazistowski od starej NSDAP, to Kaczyński słabym głosem jęknie:

To nie ja. To ten Nawrocki. Siostro, chyba się zesrałem”

i ponownie zapadnie w katatonię.


Więc zmiana przywództwa na prawicy już się dokonała. Łotry zęby sobie ostrzą na wybory 2027, bo przecież nikt ich nie zdelegalizuje ani nie przepędzi przed wyborami. „Młyny, powoli i tak dalej pierdu, pierdu”.


Istnieje duża szansa że zjednoczony front naziolków te wybory wygra (bo demokracja, lud może i tak chciał, albo nie ale to nieważne bo Putin algorytmy podkręci i wygrają).


Wiedzą o tym, więc już każą szyć duże worki na fanty które wyszarpią