niedziela, 1 marca 2026

Już gdzieś słyszałem ten kawałek…


Nie. To nie jest deja vu, bo deja vu jest anomalią polegającą na uznaniu sytuacji niemożliwej za taką która dzieje się ponownie i brało się w niej udział

Wyobraźnia ludzka jest zbyt ograniczona aby tworzyć co chwila nowe, oryginalne scenariusze i historia świata polega na ciągłych powtórzeniach. Mówiąc obrazowo jest to plątanina kółek które zaczynają się w punkcie A po to aby znowu do punktu A wrócić.

Moim nieszczęściem jest wynajdywanie analogii. Historia interesowała mnie od czasu gdy łapałem równowagę na nocniczku i teraz na starość mam łeb historią nabity i widzę analogie, powtórzenia i cykliczność. I kilkoma uwagami na ten temat chciałbym się z Wami podzielić.

Cywilizacja ludzka zawsze miała skłonność do pogrążania się w dekadencji. To naturalne. Spokój, dobrobyt, rozwój kultury materialnej doprowadzały do stanu w którym nie ma już miejsca na pragnienia, na twórczy rozwój. Ludzkie marzenia zaczynają się ograniczać do chęci posiadania szybszego samochodu lub większego domu. Do posiadania coraz większej ilości pieniędzy, których i tak nie ma na co wydać bo wszystko już się ma.

W rodzinie są już cztery samochody (spokojnie by wystarczył jeden), zastawa stołowa na 20 osób choć jednocześnie do stołu siadają 3, pięć telewizorów, po jednym w każdym pomieszczeniu nie pomijając klozetu. Wykształcenie które nie jest wykorzystywane, bo odpadło się gdzieś na początku wyścigu szczurów i całe pięć lat studiowania – jak psu w dupę. Rozdzierająca nuda i rozpaczliwa walka z nią. Wszelkimi możliwymi sposobami. Kokainą, amfetaminą, stawianiem sobie niebezpiecznych i kretyńskich wyzwań, przekraczaniem granic prawa. Oj, można by wyliczać w nieskończoność.

W przeszłości takie sytuacje regulowały wielkie wojny lub naturalne kataklizmy.

Średnio licząc wojny wybuchały co 20-50 lat i przetrzebiały społeczeństwa pozbawiając je jednocześnie zdobyczy cywilizacyjnych które były równocześnie błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Od VII wieku p.n.e. w południowej Italii rozwijała się rolnicza osada założona przez Osków. Ludzie orali, siali, zbierali plony, hodowali bydło i owce. Zadowalali się tym co mieli i byli szczęśliwi jak im kiszek z głodu nie skręcało.

I tak ta osada powoli się rozwijała. Przekształciła się w większą osadę, potem w miasto. Ambicją mieszkańców był rozwój tego miasta i rozsławianie jego nazwy w całym znanym ówcześnie świecie. Do głównego miasta dobudowano port, zaczęto rozwijać handel, mieszkańcy się bogacili i coraz bardziej byli tym swoim sukcesem znudzeni.

Aż do sierpnia 79 roku n.e. kiedy to sąsiadująca z miastem góra, zasyczała, zaryczała i kichnęła tak że zmiotła miasto wraz z przysiółkami z powierzchni ziemi. Tak, To miasto to Pompeje.

Przez rok nic tam, się nie działo. Potem przyszedł jakiś człowiek, wygrodził sobie poletko, zbudował chatynkę i zaczął wszystko od początku. Siał, orał, wypasał owce i był szczęśliwy bo miał konkretny cel do osiągnięcia. Prosty cel. Chciał być najedzony i ubrany i wcale go nie interesowało aby rozsławić swoją zagrodę w całym ówcześnie znanym świecie, aby uzyskać hegemonię nad sąsiednimi zagrodami lub je zdominować. To mu było zupełnie do niczego niepotrzebne.

Ale jego dzieci, wnuki i prawnuki już miały większe ambicje. Przejąć pole sąsiada, albo kupić, albo ukraść, albo go zarżnąć, albo ożenić się z jego córką. I tak dalej i tak dalej.

Wezuwiusz już więcej nie wybuchł, przynajmniej nie w niszczycielski sposób, ale przez cały czas toczyły się jakieś spory, zajazdy, wojenki większe lub mniejsze które regulowały populację na tym terenie, resetowały dotychczasowe osiągnięcia i motywowały do rozwoju od zera.

No to przejdźmy do kolejnej opowiastki.

W roku 1796 niejaki Joseph Parker wymyślił cement.

Świat wstrzymał oddech ze zdumienia. Ach, och! Jakiż to wspaniały materiał! Lejesz wodę do piachu, sypiesz magiczny proszek i możesz z tego budować niesamowite konstrukcje.

Świat nie wiedział że cement wynaleźli starożytni Egipcjanie a ich technologię udoskonalili i zastosowali w praktyce Rzymianie.

Rzymianie kleili z cementu zapierające dech w piersiach budowle aż do trzeciego wieku naszej ery kiedy to dekadencja, nasycenie technologią i społeczny marazm spowodował upadek ich cywilizacji.

W wyniku tegoż upadku taki wynalazek jak cement odszedł w niepamięć na 1500 lat.

I można by brnąć przez historię w niekończącej się opowieści z powtarzającymi się przykładami.

Dekadencja rodziny Burbonów doprowadziła do tego że wkurzony lud Paryża poobcinał im fryzury wraz z głowami.

Napoleon Bonaparte, polska Konfederacja Targowicka, Wojna Rosyjsko-Japońska, Pierwsza wojna światowa, druga wojna światowa… jakby dobrze przeanalizować, to wszystko to miało podobne przyczyny i podobne skutki.

Po każdej takiej rozpierdusze następował okres odbudowy i lizania ran. Ludzie mogli wykazać się aktywnością, pomysłowością, zaangażowaniem i nie mieli czasu na myślenie o głupotach, aż do czasu aż odbudowali już wszystko i o głupotach zaczynali myśleć.

Po drugiej wojnie światowej w której zginęło ~ 60 milionów ludzi, czyli 3% całej ludzkiej populacji, ocalała reszta zakasała rękawy i zabrała się do odbudowy infrastruktury która w 40% legła w gruzach. W wszystkich krajach biorących udział w wojnie.

Przez przynajmniej 35 lat Europejczycy byli zajęci odbudowywaniem swoich domów, dróg, mostów, przemysłu.

Nie mieli czasu i energii na pogrążanie się w marazmie i dekadencji.

Ale w końcu odbudowali już wszystko, zaczęli się nudzić i z nudów wymyślać różne pierdoły ciągnące ku zagładzie. Jakieś nacjonalizmy, roszczenia, pretensje do sąsiadów, pretensje do innych ludzi o to że są inni.

Żeby było jasne. Ja absolutnie nie potępiam tego cyklu. Potępiać można coś, co w wyniku tego potępienia da się wstrzymać lub cofnąć. Cyklu rozwoju od odgarniania gruzu aż po kolejną zagładę która znowu wszystko w gruzy obróci zatrzymać się nie da.

Żyjące obecnie pokolenia są już w końcowej fazie tego cyklu i tylko czekać aż coś poważnego pierdolnie jak niegdyś góra Wezuwiusz.

Wystarczy rozejrzeć się dookoła. Rozejrzeć, zobaczyć i przeanalizować.

Jak w Polsce zamilkły armaty II WŚ a na pomnikach zaczęto pisać „Precz z faszyzmem” NIKOMU nie przychodziło do głowy że faszyzm może się reaktywować. A już szczególnie w miejscu gdzie tylu ludzi przez faszyzm zginęło.

Minęło 80 lat i spod kamienia powyłaziły Jaszczury, Kamraci, Braun, Bosak a za nimi poleciały tłumy smarkaczy którym znudziły się już gry komputerowe.

Mojemu pokoleniu wbijano do tępych łbów że nazizm jest zbrodniczym złem. Przewleczono nas wycieczkami szkolnymi przez wszystkie Majdanki, Treblinki, Auschwitz. Pokazano sterty butów po zamordowanych ludziach. Stosy walizek z wypisanymi nazwiskami tych, którzy zostali unicestwieni w kilka godzin po przybyciu.

Czy komukolwiek z nas wpadł do głowy pomysł aby sobie strzelić sweet focię z pysiami w dzióbek na tle komory gazowej? Czy komukolwiek z nas wpadł do głowy pomysł aby się odsikać na cudzą mogiłę? Wychodziliśmy przestraszeni i z głębokim przekonaniem że tego nie chcemy.

Nawet jakby idiotyczny wygłup do głowy wpadł i nawet jakby nasz wychowawca czy nauczyciel tego nie zauważył , to najbliższy kolega z klasy by nam to ze łba wybił kułakami.

Coś zawsze jest wynikiem czegoś innego. Dzisiaj smarkateria leci za Braunem bo ktoś kiedyś stwierdził że jest wolność poglądów i wypowiedzi i nie należy niczego ograniczać, młodzieży straszyć ani stresować, bo się zamkną w sobie i przestaną jeść.

Wychowawcy boją się oskarżeń o ograniczanie poglądów i dlatego sparaliżowani strachem albo dla świętego spokoju wolą odwracać wzrok.

Politycy, ortodoksyjni demokraci szukają błędnym wzrokiem czegoś na sufitach, siedzą cicho i odwracają wzrok, bo jest wolność poglądów i wypowiedzi i lepiej się nie narażać na krytykę za kneblowanie nawet skrajnych nacjonalistów, faszystów czy stalinistów.

A faszyzm sobie powoli podpełza wypełniając odwieczny cykl rozwoju, rozkwitu i upadku cywilizacji.

Rozmieniamy się na drobne w tysiącach dyskusji a nawet artykułów takich jak ten zamiast wykorzystać Art. 13 Konstytucji który ZAKAZUJE istnienia organizacji odwołujących się do ideologii totalitarnych.

ZAKAZUJE, czyli nie dopuszcza do istnienia. Dlaczego partia Brauna nie zostanie zdelegalizowana z urzędu a jej działacze nie dostaną zakazu głoszenia swoich poglądów?

Ach zapomniałem. Bo jest wolność przekonań i wypowiedzi i strach przed krytyką półdupki ściska.

Zamiast tego jest wsadzanie głowy w piasek i udawanie że Olszański, Braun czy inni narodowcy to niegroźny folklor polityczny.

Ani się obejrzycie drodzy ortodoksyjni demokraci jak ten folklor przejmie władzę i was powywiesza.

Tak samo myśleli i postępowali demokratyczni politycy Republiki Weimarskiej dopełniając cykl i oddając władzę w ręce Hitlera. Naiwnie uważali że nie będzie miał odwagi zamachnąć się na demokrację. Dostrzegli swój błąd później. W Dachau.

Czemuś to zapobiegło? Wiecie że nie i nigdy nie zapobieże.

Więc czeka nas dopełnienie cyklu cywilizacyjnego i jeszcze za naszego życia coś dupnie, coś się stanie.

Dogadanie się dwóch lub trzech satrapów którzy uzurpują sobie prawo do podziału hegemonii nad światem wsadzi nas do jednego z worków z prezentami którymi się wymienią. A potem pokłócą się między sobą i przejadą po tych workach czołgami. Wewnątrz zostaną gruzy i popiół.

A jak nie oni, to na naszym własnym podwórku znajdzie się ktoś kto doprowadzi do zagłady. Czy to ekonomicznej czy społecznej. Nieważne. Ważne że zostaną po tym tylko gruzy do sprzątania.

Jak ktoś przeżyje, to wygrodzi sobie poletko i na gruzach cywilizacji zacznie uprawiać kartofle i hodować owce i będzie spokojnym i szczęśliwym Ojcem Założycielem nowej cywilizacji.

No, chyba że przyleci kometa i skończy ten bajzel tak jak Wezuwiusz skończył z Pompejami.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz