Dyktatura gamoni (case study)
Zdarzyło mi się podróżować ostatnio w towarzystwie młodego człowieka. Młodego z mojej perspektywy, czyli Milenialsa. Takiego przed 40tką.
I wyjeżdża do mnie tekstem:
„Polska lepiej by wyszła na trzymaniu się blisko Rosji niż tej Unii Europejskiej. Z Rosją zawsze był dobry handel a tymczasem ta Unia to o polskie interesy wcale nie dba i tylko na tym tracimy”.
Trafił w mój „dzień dobroci dla wszystkich stworzeń” i dlatego nie wyzwałem go od debili, ignorantów i nieuków, nie wytargałem za uszy i nie posłałem do diabła.
Wziąłem głęboki wdech i wyjechałem mu z wykładem na temat „przyjacielskich” kontaktów z Rosją (ZSRR) skupiając się tylko na okresie od 1945 roku.
Opowiedziałem w miarę spokojnie o zdemontowanych fabrykach, liniach kolejowych, mostach, wywiezionym węglu, zbożu, krowach i świniach.
- „Ach, wy (w domyśle dziadersi) potraficie tylko Rosją straszyć a za mojego życia handel z nimi przebiegał wzorowo”.
Zdążyłem mu jeszcze tylko opowiedzieć o niezliczonych embargach nakładanych przez Rosję na polskie owoce, warzywa, mięso, pod wydumanymi pretekstami pryszczycy czy innej zarazy, na tysiącach wydymanych rolników i plantatorów. O nieustannym straszeniu zakręceniem kurka z ropą i gazem.
Wzruszył tylko ramionami i stwierdził że ma prawo do własnego zdania, jest młody i nie musi wszystkiego wiedzieć, a tym bardziej we wszystko wierzyć.
Nie przekonałem go. Wysiadł w Skierniewicach krocząc przez peron z dumą własnej racji.
I wtedy przyszło mi do głowy, że ludzkość przekroczyła już punkt krytyczny rozwoju i dalej może się tylko staczać w niebyt. Nie piszę tu wyłącznie o lokalnych Milenialsach, ale o całej ludzkości z nielicznymi wyjątkami.
Dzieje się tak dlatego że ludzie zatracili żądzę poszerzania swojej wiedzy i umiejętności oddając się całkowicie we władanie technologii którą przecież można wyłączyć jednym kliknięciem.
I większość która zostanie pozbawiona ¾ swojej umysłowości (tej elektronicznej) wymrze w kilka miesięcy. Aby to udowodnić przytoczę wam kilka przykładów zaczynając od najstarszego.
Case 1
w roku 1975 ojciec przywiózł mi z zagranicy elektroniczny kalkulator. No cudo po prostu. Mieścił się w kieszeni i obliczał mi wszystko. Nie musiałem się uczyć tabliczki mnożenia ani podliczać „słupków”.
Przepełniony dumą zaniosłem to cudo do szkoły. Dzieciakom płonęły uszy z zazdrości a nauczycielka matematyki pobawiła się cacuszkiem przez pięć minut, potem je skonfiskowała, schowała do szuflady i na przerwie zrobiła mi wykład indywidualny.
- „Tak. Urządzenie jest sprytne i z pewnością przydatne. Można za jego pomocą wiele rzeczy usprawnić i przyspieszyć, ale ty uczysz się działań matematycznych po to aby sobie poradzić w sytuacji kiedy nie będziesz miał takiego przyrządu”.
Jej słowa przypomniałem sobie wiele lat później gdy prowadziłem rejs z młodszymi od siebie ludźmi i gdy jedyny znajdujący się na pokładzie kalkulator został przypadkowo rozdeptany na podłodze, tylko ja umiałem obliczać pozycję i prowadzić papierową nawigację.
Działo się to w czasach przed systemem GPS, gdy trzeba było znaleźć się na Ziemi za pomocą papierowych map, gwiazd, słońca, kartki i ołówka.
W przypadku globalnego konfliktu pierwszą rzeczą która zostanie zniszczona będzie światowa sieć GPS. Teraz żyje jeszcze kilku starszych oficerów którzy sobie bez GPS dadzą radę, ale za 100 lat całe bataliony będą się kręciły w kółko po zagajnikach nie wiedząc jak z nich wyjść.
Case 2
Jak już jesteśmy przy żeglarstwie, to pewnie wiecie że czasami uczę tej sztuki dzieciaczki. No, nie takie malutkie, ale takie w wieku 15-18 lat. Teoretycznie tacy powinni już coś rozumieć i nieco ogarniać. Nie do końca tak jest.
Trafiła kiedyś do mnie na jacht młoda dama i została poproszona o zrobienie herbaty.
- Gdzie jest czajnik?
- stoi przed tobą na kuchence.
I dziewczę wpatruje się krowim wzrokiem w dziwaczny przedmiot który nie ma ani kabla, ani wyłącznika, ani uchylnej klapki do nalewania wody. Stoi kompletnie rozbita bo widzi coś takiego po raz pierwszy w życiu.
- To jest analogowy czajnik. Gotuje się w nim wodę tak jak w garnku. Na kuchence.
WAŻNA UWAGA! Kuchenka nie ma iskrowego zapalnika. Należy więc najpierw zapalić zapałkę, lub zapalniczkę a dopiero potem odkręcić gaz. NIE ODWROTNIE, bo pierdolnie i opali ci grzywkę i te sztuczne rzęsy.
Z tym samym rejsem trafiłem na jedną z mazurskich wysp. I jak się towarzystwo wysypało z łódek to zdziwienie omal ich nie powaliło na ziemię.
- Tu nie ma zasięgu !!!
- Nie ma. I co z tego?
- ale ja chciałam wrzucić fotki na Insta, a ja umówiłam się na rozmowę z koleżanką, a jak się rodzice nie dodzwonią, to będą się martwili…
I cała gromadka rozbiegła się po wysepce, z wyciągniętymi w górę łapkami, jak czciciele słońca szukali chociaż jednej kreski zasięgu.
Więc gdyby to towarzystwo stanęło by w obliczu światowego (lub choćby lokalnego) blackoutu , to zostają odcięci od porad, tutoriali, instrukcji, przepisów.
Gdy z nimi ten temat poruszyłem, to zachichotali.
- A ja mam zawsze naładowany telefon i dwa powerbanki!
- No to możesz sobie nim poświecić aby w kupę nie wejść, bo blackout wyłączy stacje przekaźnikowe i BTSy i ani nie wejdziesz na TikToka, ani po pogotowie nie zadzwonisz.
Kilkoro z nich zainteresowało się tym, jak sobie poradzić? Jak rozpalić ogień, Jak przefiltrować i uzyskać z wody z jeziora taką zdatną do picia, co do jedzenia można znaleźć w lesie? Ale tylko kilkoro. Reszta się obraziła i poszła spać.
Case 3
Kierowałem kiedyś fabryką produkującą różne przedmioty z metalu.
Stanęliśmy przed koniecznością zatrudnienia nowego inżyniera odpowiedzialnego za dział obróbki skrawaniem.
Centrala zażyczyła sobie młodego, energicznego człowieka tuż po politechnice i któregoś dnia taki przede mną stanął. Oprowadziłem go po zakładzie i zatrzymaliśmy się przed jedną z maszyn.
- Co to jest?
- To jest mój drogi młody przyjacielu obrabiarka krzywkowa która wytwarza kluczowe elementy naszych produktów.
- Ale to jakiś złom!
- Owszem, nie jest młoda. Została zbudowana w USA w roku 1942, zrobiła kilkaset tysięcy elementów do bombowców B17 które wygrały wojnę. Teraz produkuje dla nas, jest niezawodna, niezniszczalna i precyzyjna jak jasna cholera.
- Aaaale, jak się ją obsługuje?
- Panie inżynierze. Niech pan nawet nie żartuje że nie miał pan na studiach do czynienia z obrabiarkami krzywkowymi.
- Mieliśmy to na wykładach, ale nigdy czegoś takiego nie obsługiwałem. Były tylko obrabiarki cyfrowe CNC i centra obróbcze sterowane komputerowo. Potrafię takie programować!
- To niech pan spojrzy. Tam przy drzwiach siedzi Pan Henio. Tak. Ten w kufajce i berecie z antenką. I jak pan go bardzo ładnie poprosi, to Pan Henio pana nauczy jak programować obrabiarkę krzywkową bez komputera a wyłącznie za pomocą prostego zestawu narzędzi i umiejętności liczenia od 1 do 12.
- dlaczego liczenia od 1 do 12?
- bo na wałek mieści się maksymalnie 12 krzywek i trzeba je zakładać po kolei. Jak się pan pomylisz, to rozwalisz pan zabytkową maszynę która jest dla zakładu bezcenna.
Młody długo w zakładzie nie popracował. Pan Henio nauczył go podstaw, ale pracownicy i tak robili go w konia usiłując wyłudzać nadgodziny. Z powodzeniem.
Czasami ucinaliśmy sobie pogawędki.
To było w czasie gdy na rynek wchodziły pierwsze elektryczne Tesle i młody był fanatycznym miłośnikiem elektrycznej motoryzacji.
- Ale wiesz pan panie inżynierze że w sytuacji kryzysowej to będziesz musiał pan taką Teslę zepchnąć do rowu i dalej popieprzać na piechotę.
- ???
- Bo gdy zabraknie prądu. Tak całkowicie zabraknie, czyli definitywnie staną elektrownie to Tesla będzie równie przydatna co kamień polny. A jak będziesz pan miał starego diesla, to wygrzebiesz pan ze śmieci jakąś bańkę, przelecisz się po okolicznych gospodarstwach i albo kupisz, albo wyprosisz, w ostateczności ukradniesz kilkanaście litrów oleju napędowego z traktorów i pojedziesz pan dalej.
Takie oto rozmowy wiódł dziaders stary i doświadczony z milenialsem aroganckim i pewnym siebie.
Jak więc wspomniałem na początku, ludzkość zaczyna się już toczyć ku swojej zagładzie. Jak dożyję do czasów gdy to wszystko pierdolnie, to usiądę przed domem w fotelu, będę chrupał rzodkiewki wyrosłe na zaadaptowanym na grządkę trawniku, użyźnione moim własnym gównem i będę patrzył jak większość społeczeństwa biega w amoku jak bezgłowe kurczaki.
Oczywiście wcale tak nie musiałoby być, ale jakiś czas temu psychologowie, pedagodzy, marketingowcy, ludzie od P-Ru, wreszcie politycy wmówili młodym ludziom:
„Pier**lcie autorytety! To wy jesteście najważniejsi, To wy sami decydujecie o sobie, to wy poznajecie świat dzięki własnym doświadczeniom a te stare, nudne pierdasy niech się gonią ze swoimi radami.
Mnie to ani trochę nie przeszkadza. Będzie większy trawnik i więcej rzodkiewek dla mnie.
Mnie to ani trochę nie przeszkadza. Będzie większy trawnik i więcej rzodkiewek dla mnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz