Znalazłem ten wycinek prasowy w grupie „Wycinki z polskiej prasy przedwojennej” na Facebooku i początkowo podejrzewałem że może być dziełem AI. Ale po głębszym przejrzeniu źródeł okazał się być prawdziwy.
Możecie się zastanawiać dlaczego po raz kolejny wyciągam temat który był podgrzewany od przynajmniej 20 lat.
Nie chodzi mi o ponowną analizę wydarzeń w Jedwabnem. Opisano to w wielu książkach i niezliczonych artykułach prasowych. Wszyscy mniej więcej wiecie co się działo w Jedwabnem 10 lipca 1941.
Czytając załączony wycinek prasowy, możecie sobie również wyobrazić co się tam działo wcześniej. Przez całą drugą połowę lat trzydziestych XX wieku, kiedy nie było tam Niemców.
Mówiono Wam o tym w szkole?
Oj, chyba nie.
I właśnie o tym chcę dzisiaj napisać. O parawanach hipokryzji którymi zasłaniano rzeczywiste wydarzenia. Aby je ukryć, wymazać, doprowadzić do zapomnienia.
„Polska była jedynym krajem w Europie w którym Żydzi cieszyli się pełnią praw”, „Polska przyjęła Żydów wypędzanych z innych krajów Europy’ „Statut kaliski”, „Polacy nie są antysemitami”, „Polacy nigdy nie kolaborowali z hitlerowskim okupantem” i tym podobne.
Przez dziesięciolecia ta „wersja” historii była obowiązująca i dla wielu jest obowiązująca nadal.
Każdy który ją podważał „nie był godny miana Polaka”. Dlatego żyjemy nadal zasłonięci tymi parawanami.
Pół świata jest przekonane o tym że Polacy byli antysemitami od zawsze, sam to słyszałem od amerykańskich Żydów, ale my Polacy strzelamy focha gdy ktoś o tym wspomina i nawet żeby nas kroili na kawałki tępym nożem to się do antysemityzmu nie przyznamy.
7 grudnia 1970 Kanclerz Niemiec Willy Brandt ukląkł przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, oddając hołd pomordowanym. Nie ma chyba bardziej oczywistego wyrażenia pokory i skruchy za Holokaust. Zrobił to w imieniu Narodu Niemieckiego, bo przecież nie we własnym. Od 1933 roku aż do końca wojny Brandt był na emigracji w Norwegii i Szwecji więc osobiście nie miał nic wspólnego z Zagładą.
Nikt nie wątpi w to że Holokaust to niemieckie dzieło. Nie oni wprawdzie wymyślili antysemityzm, ale oni rozwinęli go w planowe, przemysłowe ludobójstwo.
Obozy koncentracyjne i obozy zagłady były niemieckie i tylko niemieckie. Z tym się nie dyskutuje.
Ale na obrzeżach niemieckiego Holokaustu powstawały takie niewielkie Holokausty lokalne. Nie tylko w Jedwabnem, ale też w Szczuczynie, Radziłowie, Kolnie, jak również we Lwowie i Kownie.
Zarówno Polacy, Litwini, Ukraińcy, zgodnie nabrali wody w usta w tej sprawie.
A może nadszedł czas na posypanie głowy popiołem, przyznanie się, ukorzenie, przeproszenie? To naprawdę wyzwala od zamkniętych w szafie demonów przeszłości.
Gest Willego Brandta w Warszawie spowodował że Niemcy mogli się otrząsnąć z duszącej ich traumy Holocaustu.
„Tak, tacy byliśmy. Tacy byli nasi ojcowie. Teraz już jesteśmy zupełnie inni i zrobimy wszystko aby to się nie powtórzyło”
W połowie lat osiemdziesiątych przyjechała do polski moja żydowska znajoma wraz z narzeczonym, Niemcem.
Ponieważ był on bardzo poważnym kandydatem na męża, to postanowiła zrobić mu „wycieczkę edukacyjną” i przewlokła go przez wszystkie miejsca zagłady dostępne w Polsce. Auschwitz, Majdanek, Treblinka, Chełmno, Stutthof.
Gdy przyjechali do mojego warszawskiego wówczas mieszkania, facet wyglądał jak zbity pies.
Był gotowy iść do ambasady RFN i rzucić konsulowi w twarz swój niemiecki paszport.
Trochę czasu i sporo wina poświęciliśmy na odwiedzenie go od tego pomysłu i wytłumaczenie że należy do pokolenia współczesności i przyszłości. Że Niemcy, również przez gest Brandta, wyzwoliły się z mrocznych cieni Holokaustu i mogą skupić się na tym co tu i teraz.
Może jest to szansa dla Karola Nawrockiego? Może wtedy zapisze się w pozytywny sposób na kartach podręczników historii? Może warto z tego skorzystać?
W 2001 roku Prezydent Aleksander Kwaśniewski wspomniał o udziale Polaków w mordzie w Jedwabnem.
Przemówienie było dość ogólnikowe, ale i tak spotkało się z zajadłą krytyką, nawet z demonstracjami środowisk nacjonalistycznych.
Ale Aleksander Kwaśniewski dla polskich nacjonalistów nie był żadnym autorytetem.
Co innego pan Nawrocki. Jego słuchają, jego szanują z nim się liczą.
Więc może panie Nawrocki znalazł by pan chwilę czasu, pojechał w lipcu do Jedwabnego i położył kamień na pomniku-mogile?
Może byś pan tym zyskał uznanie wśród Polaków spoza stadionów i leśnych ustawek?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz