niedziela, 1 lutego 2026


 

Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”

Jeżeli kierujesz się tym nakazem zdefiniowanym przez Kanta, to masz prze**bane. Zrobisz coś złego, to musisz z tym żyć. Tkwi to pod czaszką, gniecie, uwiera, nie pozwala zasnąć. Cholernie niewygodnie jest żyć pod ciężarem imperatywów tkwiących we własnej świadomości a nie siedzących na ołtarzach wśród świeczek i kwiatków.

Jako przykład można tu przytoczyć przypowiastkę o Bogu i rowerze.

Całe życie chciałem mieć rower. Dwa razy dziennie modliłem się i prosiłem Boga aby dał mi rower. Po latach zrozumiałem że to tak nie działa. Ukradłem więc rower i pomodliłem się do Boga o wybaczenie, a on mi wybaczył bo jest przecież miłosierny”.

Z imperatywem kategorycznym tak fajnie nie jest. Gdy tylko spojrzysz na ten rower widzisz człowieka który zbierał do skarbonki pieniądze na jego kupno, odmawiał sobie ciastek i przyjemności, bo chciał mieć rower przynajmniej tak bardzo jak ty. Cieszył się gdy go kupił i kiedy pierwszy raz na nim jechał. A ty mu go zabrałeś, bo ubzdurałeś sobie że twój Bóg ci na to pozwolił.

Wiara w boga mówi – stało się. Masz wybaczone więc ciesz się rowerem.

Imperatyw sprawia że za każdym razem kiedy na niego wsiadasz, siodełko pali cię w dupę cudzym żalem i stratą.

Pewnie bym tego filozoficznego bajdurzenia nie pisał gdyby nie sytuacja z wczoraj. Sytuacja tak banalna że nawet niezauważalna, ale ja ją zauważyłem.

Jestem w sklepie. Takim markecie gdzie owoce klient musi sobie sam zważyć i nakleić na torebkę metkę z ceną.

Stoję na końcu niewielkiej kolejki do wagi (nie więcej niż pięć osób) i obserwuję jak ludzie ważą swoje zakupy.

Są trzy opcje opakowań.

- Towar luzem

- Własna torba

- Torebka jednorazowa

I wszyscy którzy mają owocki wsypane do jednorazowych torebek udostępnianych przez sklep klepią opcję „towar luzem”. Prawdopodobnie dlatego że ta torebka kosztuje jakieś tam grosze i nikt przy kasie nie sprawdza czy została zakupiona. Tacy jesteśmy sprytni! Orżneliśmy system na 5 groszy, a wiadomo „grosz do grosza...”

A ja z tym cholernym imperatywem siedzącym okrakiem na karku wybrałem opcję „torebka jednorazowa” i byłem chyba jedynym idiotą który tego dnia to zrobił.

Ale musiałem, bo przecież miałem towar w torebce jednorazowej i z której strony by nie patrzeć, nie było inaczej.

Cholerny imperatyw działa w ten sposób, że ja o tej sytuacji pamiętam dzisiaj, następnego dnia, a ci którzy zrobili przekręt na torebce zapomnieli o czynie w 30 sekund po jego popełnieniu, o ile w ogóle mieli świadomość niemoralnego postępowania. A co by było gdybym zrobił tak jak oni? Chyba by mnie to zagryzło.

Problem z imperatywem moralnym polega na tym, że nie da się go w żaden sposób usprawiedliwić, zagłuszyć, wyłączyć i jest on absolutnie kategoryczny.

Ja nie wyobrażam sobie abym mógł kierowany żądzą dotknąć dziecko w sposób lubieżny.

Imperatyw blokuje przed tym tak samo silnie jak przed zjedzeniem cynaderek. To jest fizyczne. Niewidzialna siła każe trzymać ręce przy dupie. Własnej dupie.

Nie znaczy to, że nie podobają mi się młode kobiety. Ok, podobają mi się, tak samo jak obrazy impresjonistów, architektura wczesnego modernizmu czy słoneczne poranki.

Poza tym młode kobiety to nie dzieci. W moim wieku za młodą kobietę uważa się nawet taką po czterdziestce. Tak podobają mi się.

Ale dzieci są zupełnie aseksualne i za cholerę nie mogę zrozumieć jak mogą kogoś podniecać.

Potrafię sobie to racjonalnie wytłumaczyć, ale zrozumieć nie jestem w stanie.


Są ludzie, najczęściej mężczyźni choć nie tylko, którzy panicznie boją się konfrontacji z innymi ludźmi. Są podszyci strachem ale za żadne skarby tego strachu nie okażą. To tkwi gdzieś głęboko w nich i jest maskowane pozorami władczości, kategoryczności i zwykłym egocentryzmem.

Są faceci którzy panicznie boją się ujrzenia w oczach kobiety politowania i pogardy z powodu tego „mizernego wisiorka”, lub innych deficytów. Dlatego boją się konfrontacji z osobami równymi sobie wiekiem czy intelektem.

Ale co innego jest ujrzeć strach, przerażenie i bezradność w oczach dziecka.

To ich kręci. To ich podnieca. Nie wygląd dziecka.

Podnieca ich dominacja. Poczucie władzy. Na dobrą sprawę podniecają się sami sobą.


Gdyby siedział im na karku imperatyw moralny, to by gościa sparaliżował wrzeszcząc – „gdzie pchasz te łapy zboku? To jest dziecko do knędzy! Odwal się od niego!” Ten wewnętrzny głos którego nie da się uciszyć.

Ale najczęściej nic im na karku nie siedzi. Gdzieś tam w oddali dźwięk dzwonów przypomina że mówiono mu o jakichś tam przykazaniach, coś o „nie kradnij” albo „nie cudzołóż”, ale kto by się tym przejmował? Wszyscy kantują na darmowych/niedarmowych torebkach i jeszcze nikogo z nich Bóg z tego powodu nie ukarał.

No, to jak sobie taki użyje na tym dziecku, to załatwi sprawę w ten sposób że pójdzie do księdza się wyspowiadać, ten go rozgrzeszy a przy okazji wymienią się kilkoma interesującymi adresami.

Zauważcie że prawie zawsze gdy wybucha pedofilska afera, to sprawcami są osoby które mają gęby wysmarowane świętymi olejami.

Grzmią o bogu, rodzinie, wartościach, chrześcijaństwie, tradycji. Latają do kościółka wznosząc oczy do nieba ale przy okazji łypną którymś na śliczną dziewczynkę albo chłopczyka.


Dobrze. Wyrzygałem się w łazience, to mogę kontynuować.

Ta religijna hipokryzja nie dotyczy tylko obszarów związanych z seksem, chociaż to ich kręci najbardziej. To dotyczy również uczciwości, prawdomówności, szacunku do innych ludzi.

Nie chcę się tak całkowicie pastwić nad ludźmi którzy kierują się w życiu wiarą. Kawa nie wyklucza herbaty i wiara nie zabrania kierowania się imperatywem moralnym.

Ale imperatyw może znakomicie funkcjonować bez wiary.

Ja się nim kierowałem gdy nie miałem zielonego pojęcia o Immanuelu Kancie i jego teoriach. Dekalog mi do głowy próbowano wkładać, ale on był tak abstrakcyjny że wylatywał drugim uchem. Bo czy kilkuletnie dziecko zrozumie co to znaczy „pożądać” czy „cudzołożyć”? I w dodatku podobno powiedział to jakiś bóg który jest, ale go nie ma a przynajmniej nie widać, a jak się dobrze wpatrzeć w chmurkę, to nie siedzi tam żaden facet z brodą a tylko co najwyżej obok leci samolot.

A przy kategorycznym imperatywie moralnym dekalog brzmi jak żart. Bo jak się poślizgniesz na którymś z tych wyrytych w kamieniu przykazań, to sam siebie usprawiedliwisz, a jak nie to usprawiedliwi cię urzędnik podległy wydawcy tych przykazań.

A imperatyw nie bierze jeńców.

Bo kradzież jest kradzieżą. I nie ważne czy jest kradzieżą miliona dolarów, czy torebki foliowej. Czyn jest czynem.

Nie ma rzeczy bezpańskich. Nawet jak coś leży i sprawia wrażenie opuszczonego, to być może do kogoś należy. Jak znajdziesz na chodniku parę rękawiczek, to ich sobie nie bierzesz z okrzykiem „Ale fajne rękawiczki! W sam raz na mnie”. Nie. Bozia ci ich z nieba nie zesłała. Ktoś je zgubił i może ich teraz szuka?

Nie molestujesz dzieci, bo to są dzieci i nawet nie zdają sobie sprawy z tego że robisz im straszną krzywdę. Sprawy sobie nie zdają, ale ból zostanie im do końca życia. Jak jesteś taki chojrak, to skonfrontuj się z kimś równym sobie. Najwyżej usłyszysz coś o „marnym wisiorku” ale nie powinno ci to złamać życia.

Nie krzywdzisz celowo innych ludzi, bo co oni ci do cholery zrobili? Możecie sądzić że jak ja ujadam na prawaków czy katoli, to ich krzywdzę celowo. Nie. Jakby oni się nie wpieprzali do mnie i mojego życia to bym był dla nich życzliwy. Oni mają swój świat i ja mam swój. Żyjemy równolegle i nikt drugiemu na odciski nie włazi.

Żyjesz w harmonii z otoczeniem, bo jesteś jego częścią. Nikt, żaden bóg nie stworzył świata czyniąc go poddanym człowiekowi. Świat się sam stworzył i człowiek się sam stworzył i musi znać swoje miejsce w szeregu. Człowiek, pies, świnia, jabłoń, filodendron są tak samo ważne bo składają się z tych samych pierwiastków chemicznych. To że się zżerają nawzajem, to tylko istniejące od zawsze dążenie do utrzymania równowagi w przyrodzie.


Opisałem tutaj tylko kilka zakazów, nakazów wynikających z mojego własnego imperatywu moralnego. Każdy ma inny, nie jest to uniwersalne i na tym polega jego wyjątkowość.

Mogą się zdarzyć ludzie którzy nie kierują się ani wiarą ani etyką, tylko impulsywnymi instynktami. No cóż. Też są ludźmi, mają dwie nogi, dwie ręce i wyprostowaną sylwetkę. Niech sobie żyją. Ale jak się z nimi nie koleguję, na obiady nie zapraszam, do kina razem nie chodzimy a o całowaniu nawet nie ma mowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz